20-latek z Bieszczad pozyskał 32 mln zł na swój startup AI. Rozmowa z Szymonem Rybczakiem z Tester Army
Inwestorów przekonali programiści: 1,3 mln pobrań w pierwszym miesiącu. Rozmawiamy o rundzie, open source i erze verification engineering.
Szymona miałem okazję poznać ponad rok temu w Krakowie, dzień przed jego wylotem do San Francisco. Właśnie dostał się do Y Combinator, a przed nim była jeszcze matura z polskiego. Mimo to znalazł czas, żeby porozmawiać.
Już wtedy uderzyło mnie, jak dojrzały jest jak na swój wiek. Świetnie rozumiał niuanse technologii i biznesu, miał dryg przedsiębiorcy: duże ambicje, ale twardo na ziemi. Sam bym w niego zainwestował.
Dziś zrobili to inni. Tester Army pozyskał 32 mln zł w rundzie seed, a wśród inwestorów są m.in. współzałożyciele Ubera i Snowflake’a. Nie przekonała ich prezentacja, tylko programiści. Opublikowany 1 października otwarty framework e2e w pierwszym miesiącu pobrano ponad 1,3 mln razy.
Jeśli jakaś umiejętność na pewno pozostanie kluczowa w świecie AI przez najbliższą dekadę, to zdolność przekonywania do siebie ludzi. Nie każdy zaufa 20-latkowi z Polski. Szymonowi zaufali. I dziś, bez kompleksów, buduje globalną firmę z Warszawy.
Zapytałem go, kto wszedł do rundy i dlaczego, na co pójdą pieniądze, jak zarabiać na darmowym narzędziu i co czeka testerów w świecie, w którym kod coraz częściej piszą agenci AI.
Michał Podlewski: Pozyskaliście 32 mln zł w rundzie seed, a na liście inwestorów obok funduszy są nazwiska, które w świecie technologii robią wrażenie. Kto dokładnie wszedł do rundy i dlaczego postawiliście właśnie na tych ludzi?
Szymon Rybczak: Pozyskaliśmy 32 mln PLN (8 mln dol.) w rundzie seed. Zainwestowały w nas fundusze Credo Ventures, KAYA, Point Nine, Baobab Ventures i Script Capital. Weszli też aniołowie biznesu, m.in. Marcin Żukowski (współzałożyciel Snowflake) i Oscar Salazar (współzałożyciel Ubera). Wybraliśmy ludzi, którzy rozumieją infrastrukturę dla programistów i open source. Marcin zbudował Snowflake od zera, a fundusze z naszego regionu znają polskich founderów budujących globalne firmy. Zależało nam, żeby mieć ich po swojej stronie przez następne lata, a nie tylko na jednym czeku.
Wszystko potoczyło się bardzo szybko, a rynek testowania z AI jest przecież zatłoczony. Co się wydarzyło, że inwestorzy uwierzyli w Was właśnie teraz?
1 października opublikowaliśmy e2e i reakcja przerosła nasze oczekiwania. W pierwszym miesiącu framework pobrano ponad 1,3 mln razy, z czego ponad pół miliona w samym ostatnim tygodniu października. Ma też ponad 12 tys. gwiazdek na GitHubie i 60 zewnętrznych kontrybutorów. Równolegle zaczęliśmy rozmowy i wdrożenia z dużymi firmami. Inwestorzy zobaczyli, że programiści sami wybierają nasze narzędzie. To też odpowiedź na pytanie, które słyszeliśmy najczęściej: czym e2e różni się od dziesiątek innych startupów robiących testowanie z AI.
32 mln zł to duża kwota jak na rundę seed. Na co konkretnie pójdą te pieniądze? Kogo chcecie zatrudnić i gdzie będzie pracował zespół?
Przede wszystkim na budowę zespołu, w tym czołowego zespołu open source, oraz na infrastrukturę do uruchamiania testów end-to-end w chmurze, którą chcemy wypuścić w 2027 roku. Rozwijamy też zespół forward-deployed engineers, którzy pracują bezpośrednio z klientami w największych firmach. Chcemy zatrudniać osoby w Warszawie i w San Francisco.
Startupy chętnie mówią o wzroście, ale nie zawsze stoją za tym twarde dane. Które liczby najlepiej pokazują, gdzie dziś jesteście?
Najlepiej pokazuje to adopcja e2e. Mamy ponad 1,3 mln pobrań w pierwszym miesiącu, a tygodniowe pobrania wzrosły do 587 tys. w ostatnim tygodniu. Do tego ponad 12 tys. gwiazdek na GitHubie i 60 kontrybutorów spoza firmy.
Masz 20 lat, niedawno zdawałeś maturę, a dziś odpowiadasz za firmę z wielomilionowym finansowaniem. Co ta runda znaczy dla Ciebie osobiście i jak zmienia się Twoja rola?
Przede wszystkim odpowiedzialność, bo ludzie postawili na nas pieniądze i zaufanie. Ale też ogromna szansa. Ta runda pozwala nam znacząco przyspieszyć rozwój firmy i zbudować najlepsze rozwiązanie do weryfikacji oprogramowania w całej branży. Moja rola się zmienia. Coraz więcej czasu spędzam na rekrutacji, rozmowach z klientami i ustalaniu kierunku, ale wciąż jestem bardzo blisko produktu. Uczę się bycia CEO w biegu, ale fundament się nie zmienia: chcemy pomóc ludziom budować oprogramowanie, które działa.
Dla czytelników, którzy nie pracują na co dzień z kodem: czym właściwie jest e2e? Spróbujesz w jednym zdaniu?
e2e sprawdza aplikację tak, jak zrobiłby to człowiek, i wyłapuje błędy, zanim trafią do użytkowników. Jest szczególnie potrzebne teraz, gdy coraz więcej kodu piszą agenci AI.
Postawiliście na open source, czyli oddajecie swoje główne narzędzie za darmo. Czy to pomogło w rundzie, jak inwestorzy patrzą na taki model i na czym w takim razie zamierzacie zarabiać?
Zdecydowanie wpłynęło, bo to właśnie e2e przekonało nas i inwestorów, że testowanie trzeba zbudować od nowa, w otwarty sposób. Framework zostaje darmowy i otwarty. Zarabiać będziemy na infrastrukturze do uruchamiania testów na dużą skalę oraz na wdrożeniach i usługach dla dużych firm. To sprawdzony model, tak działają firmy takie jak np. Vercel.
Testy end-to-end często wymagają logowania do aplikacji, a więc dostępu do wrażliwych danych. Jak dbacie o bezpieczeństwo, zwłaszcza gdy w grę wchodzą modele AI?
Framework e2e działa u klienta, w jego środowisku i z wybranym przez niego modelem, więc dane nie muszą nigdzie wychodzić. Dodatkowo przy kolejnych uruchomieniach testy są odtwarzane bez wywoływania modelu.
Coraz częściej słychać, że programiści mniej piszą, a więcej delegują agentom. Jak z Twojej perspektywy zmienia się dziś współpraca programisty z agentem AI?
Już dziś znaczna część kodu powstaje wyłącznie z pomocą agentów. Programiści praktycznie przestali pisać kod sami. Opisują, co ma powstać, a potem sprawdzają wynik. Agenci piszą kod szybciej, niż zespoły są w stanie go zweryfikować. Wchodzimy w erę verification engineering, w której kluczowe jest to, czy potrafi się szybko i pewnie sprawdzić, że wszystko działa. Agent też potrzebuje tej informacji zwrotnej, żeby się poprawiać.
Spójrzmy dalej. Czy za pięć lat narzędzia takie jak e2e całkowicie zastąpią ręczne pisanie testów? I co w takim świecie czeka testerów?
Na pewno tak, i to już się dzieje. Agenci piszą dziś kod i już przejęli też pisanie testów. Tylko że e2e nie zastępuje testerów, a daje im dużo lepsze narzędzie. Zamiast godzinami poprawiać skrypty, które sypią się po każdej zmianie w interfejsie, tester opisuje, co ma działać, a agent to sprawdza. Dalej to tester wie, co jest dla firmy naprawdę ważne, i ocenia, czy wynik ma sens. Po prostu robi to szybciej i może sprawdzić dużo więcej niż wcześniej.
Na koniec: zbliża się nowy rok. Czego życzyć Tobie i całemu zespołowi Tester Army?
Żeby e2e stało się standardem, po który programiści i agenci AI sięgają w pierwszej kolejności, tak jak dziś po Playwrighta. I żebyśmy znaleźli świetnych ludzi do zespołu, bo to teraz nasze największe wyzwanie.
***
Szymon Rybczak – CEO startupu Tester Army, wspieranego przez Y Combinator. Pochodzi z Bieszczad, do akceleratora dostał się jeszcze przed maturą. Twórca e2e, otwartego frameworka do testowania aplikacji z pomocą AI, który w pierwszym miesiącu od premiery pobrano ponad 1,3 mln razy. W 2026 roku Tester Army pozyskał 32 mln zł w rundzie seed od funduszy Credo Ventures, KAYA, Point Nine, Baobab Ventures i Script Capital oraz aniołów biznesu, m.in. Marcina Żukowskiego (Snowflake) i Oscara Salazara (Uber).
Linki:


